„Będzie słodko!” Tak nazywa się firma, którą z pasji, ale pod wpływem impulsu macierzyństwa założyła Pani Ola.

Dlaczego akurat „ciasteczkowy biznes” ?

Co było impulsem do założenia firmy?

Jak powstała firma „Będzie słodko”?

 

Przenosimy się na chwilę do Warszawy, do centrali jednego z banków. Jest wrzesień, a w centrali zaczyna się szał świątecznych projektów wizerunkowych. Projektujemy właśnie upominki w postaci pierniczków. Przeglądamy katalogi/oferty, poznajemy producentów, a wśród nich: Panią Olę – ‚Polską artystkę’ tworzącą prawdziwe arcydzieła w postaci pierniczków. O tym, że to prawdziwa artystka wypieków przekonaliśmy się chwilę po tym, jak z ogromnego drewnianego, przepięknego pudełka wyjęła próbki pierniczków. Świeże ciasteczka o przeróżnych wzorach zaczynając od pingwinów a kończąc na bałwankach i choinkach świątecznych zrobiły furorę.

 

słodko

 

FI: „Będzie słodko!” . Narodziny ‘ciasteczkowego biznesu’ zbiegły się z narodzinami dziecka. Jak to się stało?

 

Pani Ola: A no właśnie tak!  Zawsze byłam bardzo aktywna,  a w okresie ciąży musiałam zwolnić i oszczędzać się. Wtedy przed Świętami, jak zwykle zrobiłam pierniczki dla rodziny.  Zaniosłam teściowej a jej się tak spodobały, że zaniosła do pracy, na Politechnikę. Tam od razu kilka osób chciało zamówić ciasteczka na Święta.

Potem kolejnych kilka  klientów salonu fryzjerskiego i władze uczelni większą ilość na sympozjum naukowe. Wtedy pierwszy raz pomyślałam, że te ciasteczka mają potencjał. Po porodzie, między przewijaniem a karmieniem Ignasia, już tworzyłam plany.

Śledziłam zagraniczne blogi o dekorowaniu, szukałam receptur, uczyłam się lukrować. Po urodzeniu Ignasia poczułam też przypływ mocy i wiary w siebie. Chciałam założyć własną firmę i wcielać w życie własne pomysły. Droga do założenia działalności, szczególnie do znalezienia lokalu produkcyjnego i uzyskania akredytacji Sanepidu nie była łatwa, ale udało się.

Bardzo pomagał mi mój mąż (jest grafikiem), rodzice i teściowie, bez nich nie mogłabym pogodzić opieki nad synkiem i rozwijania działalności.

słodko

 

FI: Jakie przeciwności pojawiły się podczas pierwszych kroków założenia działalności? Co było najtrudniejsze?

 

Pani Ola:  Samo założenie działalności trwa szybko, ale rejestracja firmy produkującej żywność i znalezienie odpowiedniego lokalu, to droga żmudna i wymagająca masy cierpliwości. Obecnie jestem w trzecim już lokalu, który wreszcie spełnia moje, wcale niewygórowane, oczekiwania. Trzeba doświadczenia i krytycznego spojrzenia, żeby znaleźć odpowiednie miejsce na działalność. I nie szukać najtańszych ofert, bo zazwyczaj skrywają „mroczne” tajemnice, którymi właściciel nie chciał się z nami podzielić…

Nie jest też łatwo stworzyć cennik dla naszych produktów – koszta prowadzenia w Polsce legalnej działalności są duże, trzeba wziąć pod uwagę wszystkie nasze wydatki, w innym razie pojawiają się problemy.

Ale najtrudniejsze dla mnie było na początku pogodzenie opieki nad dzieckiem i załatwianie spraw firmowych . Kobiety nie mają lekko, mi długo towarzyszyły wątpliwości, czy wystarczająco dużo czasu spędzam z synkiem, czy go nie zaniedbuję. Myślę jednak, że podjęłam dobrą decyzję – Ignaś ma 3 lata, jest cudowny, mądry, towarzyski, opiekuńczy, a ja robię wreszcie to co kocham. Teraz po raz drugi zostałam mamą, i pewnie znów powrócą dylematy, bo ja nie mogę długo usiedzieć na miejscu:)

 

słodko

 

FI: Jak wyglądały pierwsze pierniczki? I jak ewoluowały dzisiaj? Co klienci najbardziej cenią w pierniczkach „Będzie słodko”?

 

Pani Ola: Pierwsze pierniczki nie były złe, ale daleko im do dzisiejszych:) Przede wszystkim ciasto było inne, zbyt twarde, długo pracowałam nad recepturą z moją mamą i wreszcie znalazłyśmy dobre proporcje. Teraz pracujemy nad nowym smakiem – jasnymi ciastkami śmietankowymi, które będą w ofercie od lutego do listopada. Pierniczki zostawiamy tylko na Święta. Druga sprawa to oczywiście lukrowanie – zależnie od wzorów i napisów potrzebujemy kilku konsystencji lukru, odmierzanie wody kroplomierzem nie działa tak dobrze, jak doświadczenie i metoda „na oko”:) Bardzo ważna jest też spójna kolorystyka.

Najlepsze w tej pracy jest to, że klienci sami do nas piszą, że ciasteczka zrobiły furorę na ślubie, wywołały uśmiech na twarzy obdarowanej osoby. Wiele osób ma dylemat – zjeść czy podziwiać? Jeśli już zjedzą pierniczki, to zaskakuje ich naturalny, domowy smak wyrobów.

Używamy tylko najlepszych składników – masła 82%, miodu naturalnego, prawdziwych jaj, nie korzystamy z gotowych mieszanek, tanich zastępników (syropu glukozowego czy tłuszczy utwardzonych), konserwantów czy polepszaczy.

Skład lukru jest również naturalny, bo nie używamy powszechnie stosowanego przez cukierników produktu, tylko opracowaliśmy własną recepturę z cukru pudru, pasteryzowanego białka i soku z cytryny.

 

słodko

FI: Podjęcie decyzji o założeniu działalności gospodarczej to bardzo odważna decyzja. Wiele osób zmaga się z decyzją: pracować na etacie, czy realizować marzenia i założyć działalność gospodarczą. Czy Pani również musiała podjąć taką decyzję?

 

Pani Ola: Nie będę oryginalna – uważam, że jeśli ktoś czuje, że marnuje się na etacie, a ma pasję i pomysł na biznes, to powinien spróbować. Ja zaczynałam od wersji minimum i nie ryzykowałam dużo, bo nie potrzebowałam wielkich funduszy na start. Do tego byłam na urlopie macierzyńskim. To klienci podpowiadali mi, jakimi produktami są zainteresowani i ja dla nich tworzyłam ofertę.

Pracowałam w kilku ciekawych miejscach i nie były to zajęcia przypadkowe – zawsze bardzo lubiłam swoją pracę, ale czułam, że czegoś mi brakuje. I jak odnalazłam ciasteczka to wiedziałam, że jestem na dobrej drodze. Ale na pewno nie zdecydowałabym się otworzyć biznesu, który by wymagał brania kredytów, bałabym się takiego ryzyka.

słodko

 

FI: Jak wyobraża sobie Pani ciasteczka za jakiś czas i czy ciasteczka? Może w planach jest inny profil działalności – jeśli to nie tajemnica?

 

Pani Ola:  Na pewno skład ciastek pozostanie naturalny i będziemy wierni ręcznemu dekorowaniu. Mam dużo pomysłów, ale póki zainteresowanie na ciasteczka jest duże, nie mamy czasu zająć się rozszerzaniem oferty. Wciąż jesteśmy nieobecni za granicą i teraz właśnie nad tym pracuję.

 

FI: Jakie było najbardziej niestandardowe zamówienie?

 

Pani Ola: Przed Świętami odebrałam telefon i jak usłyszałam kto jest po drugiej stronie, to głos mi się trochę złamał: „Dzień dobry, dzwonię z Kancelarii Prezydenta, bardzo podobają nam się Państwa pierniczki, czy przyjmuje Pani jeszcze zamówienia?” Prawda był taka, że już od dawna nie przyjmowaliśmy zamówień i pracowaliśmy ponad siły, ale wiadomo, prezydentowi się nie odmawia:) Przyjęłam zamówienie na 500 choinek, odłożyłam telefon i pomyślałam sobie: o kurde, ale się dzieje! Tak naprawdę to marzyłam o takich ważnych zleceniach, teraz w rodzinie śmiejemy się, że zaraz zadzwoni Watykan albo ktoś z Gali Oscarowej, byłoby super <śmiech>!

 

słodkoA najbardziej niestandardowe zamówienie – to jedno z pierwszych zamówień, z mBanku, pracowała tam moja przyjaciółka a dyrektor potrzebował na szybko prezentu dla innego odchodzącego dyrektora. Pierwsze pytanie brzmiało: „Jaką masz największą foremkę?” Ja mówię: mogę coś wyciąć ręcznie, blacha do pieca ma 40cm. To był poniedziałek wieczór, a piernik był potrzebny na środę rano. Miał to być ekran komputera przedstawiający interfejs banku, ze szczegółowymi napisami i zdjęciem dyrektora, który był twórcą tego interfejsa. Siedziałam nad tym kilkanaście godzin, to był wyścig z czasem, ale udało się, a ponoć odchodzącemu dyrektorowi łezka się w oku zakręciła.

 

 

FI: Co poradziłaby Pani osobom, które chciałyby pracować z pasją, a nie potrafią jej odnaleźć?

 

Pani Ola: Nie wiem co mogę doradzić, nie jestem guru motywacji. Ja zawsze cierpiałam na brak wielkiej pasji, zazdrościłam ludziom, którzy mają talent, pasję, są ekspertami w swojej dziedzinie. Szukałam tego cały czas. Gdy w jednej pracy przestawało mi się podobać i nie czułam powołania – po prostu szukałam czegoś innego, bo nie lubię narzekać.

Po pracy w różnych fundacjach, stowarzyszeniach, trzech korporacjach i dwóch małych firmach zauważyłam, że ja chyba w ten sposób nic więcej nie osiągnę – docieram do jakiejś granicy awansu, zarobków i mam poczucie marnotrawienia się. Szansą żeby coś zmienić było założenie własnej działalności, chciałam sama wyznaczać sobie misję i plan zajęć. Miałam mnóstwo dylematów, szukałam wsparcia u wielu osób, ale to ja najbardziej wierzyłam w swój pomysł, bez tego trudno cokolwiek zdziałać i przekonać do tego innych.

słodko

 

Teraz robię to, co uwielbiałam robić w dzieciństwie – w zasadzie bawię się🙂 Gromadzę foremki, bawię się kolorami, wyrabiam ciasto, wałkuję, wycinam. Uwielbiam układać gotowe ciasteczka, stemplować pudełka, robić zdjęcia, tworzyć plany i oferty, kontaktować się z ludźmi. Nigdy nie jest nudno i to jest właśnie praca idealna:)

One thought to “Macierzyństwo impulsem do rozpoczęcia biznesu”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *